Zapasowy silnik przegubowy głównego silnika modułu dowodzenia drgał gwałtownie. Przez sześć godzin 20 kwietnia 1972 roku John Young i Charlie Duke siedzieli w lądowniku księżycowym Orion, czekając, aż kontrola misji odwoła zejście. Zgodnie ze ścisłymi parametrami zasad lotu NASA, awaria redundantnego silnika na orbicie Księżyca oznaczała automatyczne przerwanie misji.
Lądowanie na Księżycu to negocjacje z mechaniką orbitalną, ale kontynuowanie lotu z uszkodzonym silnikiem było świadomym złamaniem protokołu. Apollo 16 wylądował mimo wszystko. Pięćdziesiąt cztery lata później misja ta pozostaje brutalnym testem wytrzymałościowym sprzętu z lat 70. i przypomnieniem o instytucjonalnym apetycie na ryzyko, który po prostu już nie istnieje we współczesnych zamówieniach w sektorze lotniczym.
Cel: Descartes
Załoga obrała za cel wyżyny Descartes, surowy, górzysty region zupełnie niepodobny do płaskich bazaltowych równin odwiedzanych podczas poprzednich misji. Naukowcy byli przekonani, że wzgórza Cayley Plains i formacja Descartes powstały z gęstych, lepkich przepływów lawy, podobnie jak wulkaniczne krajobrazy Andów. Zadaniem było odnalezienie wulkanicznego rdzenia Księżyca.
Aby to osiągnąć, załoga musiała przetrwać trzy dni w kabinie wielkości szafy i popchnąć swój Lunar Roving Vehicle do granic wytrzymałości mechanicznej. Podczas trzech wyjść na powierzchnię, trwających łącznie 20 godzin, przejechali 16 mil. Mapowali strome zbocza góry Stone Mountain i poruszali się wzdłuż krawędzi krateru North Ray, działając całkowicie poza marginesem bezpiecznego powrotu.
Zerwane przewody i zniszczone skafandry ciśnieniowe
Rzeczywistość geologii księżycowej rzadko jest elegancka. Najpoważniejsza porażka naukowa misji była w pełni dziełem człowieka. Podczas manewrowania w nieporęcznym, ciśnieniowym skafandrze Young zahaczył butem o kabel eksperymentu mierzącego przepływ ciepła.
Przewód zerwał się natychmiast. Miesiące planowania naukowego i precyzyjnej inżynierii zostały bezpowrotnie zniweczone przez jeden nieostrożny krok. Było to dobitne przypomnienie o kruchości interfejsu między ludzkimi operatorami a delikatnym sprzętem telemetrycznym.
Duke, wówczas 36-latek i najmłodsza osoba, która stąpała po Księżycu, niemal dopisał do rachunku śmiertelną awarię inżynieryjną. Próbując wykonać wysoki skok przed kamerami telewizyjnymi, stracił równowagę i upadł prosto na swój plecak podtrzymujący życie. Gdyby zbiornik ciśnieniowy skafandra lub przewód doprowadzający tlen uległy rozerwaniu, udusiłby się w ciągu kilku sekund.
Mapowanie pyłu z orbity
Podczas gdy Young i Duke przemierzali księżycowy pył, Ken Mattingly obsługiwał zestaw czujników mapujących z orbity w module dowodzenia Casper. Mattingly czekał dwa lata na tę zmianę orbitalną; został odsunięty od załogi Apollo 13 zaledwie 72 godziny przed startem z powodu kontaktu z odrą.
Na powierzchni załoga rozstawiła kamerę/spektrograf dalekiego ultrafioletu, zaprojektowaną przez astrofizyka George'a Carruthersa. Działało to jako pierwsze prawdziwe obserwatorium astronomiczne na innym świecie. Instrument uchwycił geokoronę Ziemi oraz odległe gwiazdy w długościach fal całkowicie blokowanych przez naszą własną atmosferę, dowodząc komercyjnej i naukowej opłacalności obserwacji prowadzonych z Księżyca.
Malejący apetyt na ryzyko
Pomimo zerwanych kabli i sytuacji o włos od katastrofy, misja Apollo 16 pozyskała 95,7 kilograma skał, które ostatecznie wywróciły społeczność naukową do góry nogami. Jednak okno geopolityczne, które finansowało ten sprzęt, szybko się zamykało. Do czasu powrotu Younga i Duke'a społeczeństwo uległo "zmęczeniu księżycowym", a uwaga krajowa przesunęła się w stronę wojny w Wietnamie i wstrząsów związanych z aferą Watergate.
Administracja Nixona, zmagająca się z ochładzającą się gospodarką, anulowała już trzy ostatnie misje Apollo. Jest to rodzaj szybkiego, wysokiego ryzyka wdrażania sprzętu, na który współczesne agencje kosmiczne – w szczególności ESA, obecnie pogrążona w opóźnieniach programu Ariane 6 i unikająca ryzyka w strategiach zaopatrzeniowych – mogą patrzeć jedynie z mieszanką zazdrości i przerażenia.
Dziś oscylujący silnik przegubowy wywołałby wieloletnie dochodzenie i sparaliżował łańcuch dostaw. W 1972 roku było to tylko sześciogodzinne opóźnienie przed zejściem na wyżyny.
Comments
No comments yet. Be the first!