Dzień, który zmienił wszystko
Wiosną 1993 roku korytarze budynku 31 w CERN, Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych, nie tętniły entuzjazmem towarzyszącym globalnej rewolucji. Nie było błyskających świateł, ekip telewizyjnych ani poczucia, że świat zaraz wyjdzie z posad. Słychać było jedynie rytmiczne stukanie w klawiatury i czuć zapach czerstwej kawy. W skromnym biurze cicho stał elegancki, czarny komputer NeXTcube, ozdobiony odręcznie napisaną naklejką, która z trwogą ostrzegała czerwoną czcionką: „To jest serwer. NIE WYŁĄCZAJ GO!!”
Na tej maszynie żył początkujący system powiązanych dokumentów, który jego twórca, brytyjski informatyk Tim Berners-Lee, nazwał World Wide Web. Przez trzy lata było to niszowe narzędzie służące fizykom cząstek elementarnych do współdzielenia danych w obrębie rozległego kompleksu laboratorium na granicy francusko-szwajcarskiej. Było to z pewnością genialne, ale stanowiło tylko jeden z wielu konkurencyjnych systemów, które rywalizowały o uporządkowanie chaotycznej, przesyconej tekstem pustyni wczesnego internetu.
Wtedy nadszedł 30 kwietnia 1993 roku. Tego dnia, trzydzieści trzy lata temu, podpisano dwustronicową notatkę wewnętrzną przy zadziwiająco małym rozgłosie. Nie był to manifest ani wezwanie do walki; była to kapitulacja prawna. Kilkoma ruchami pióra dyrektorzy CERN ogłosili, że organizacja zrzeka się wszelkich praw własności intelektualnej do oprogramowania World Wide Web. Oddawali je za darmo — całkowicie i nieodwołalnie.
W tamtej chwili otwarto cyfrowe bramy. Architektura nowoczesnego świata przekształciła się z własnościowego eksperymentu akademickiego w dobro publiczne. Gdyby CERN zdecydowało się opatentować sieć lub pobierać kilka centów za każde kliknięcie w hiperłącze, historia XXI wieku wyglądałaby nie do poznania. Zamiast tego wybrali ścieżkę radykalnej otwartości, wyzwalając cyfrowy Wielki Wybuch, który trwa do dziś.
Co wydarzyło się naprawdę
Wydarzenie, które zdefiniowało na nowo ludzką komunikację, w swojej fizycznej formie było ćwiczeniem z nudnej biurokracji. Dokument zatytułowany „Oświadczenie dotyczące oprogramowania W3 CERN” został zaadresowany po prostu „Do wszystkich zainteresowanych”. Podpisali go Walter Hoogland, dyrektor ds. badań, oraz Helmut Weber, dyrektor ds. administracyjnych.
W notatce stwierdzono: „CERN zrzeka się wszelkich praw własności intelektualnej do tego kodu, zarówno w formie źródłowej, jak i binarnej, oraz udziela każdemu pozwolenia na jego używanie, kopiowanie, modyfikowanie i redystrybucję”. Dotyczyło to trzech filarów projektu: podstawowej przeglądarki „Line-Mode”, serwera W3 (httpd) oraz biblioteki wspólnego kodu „libwww”, która pozwalała różnym komputerom mówić tym samym językiem.
Nie było żadnej konferencji prasowej. Dokument został fizycznie podstemplowany pieczątką „CERN” z datą 3 maja, ale zwolnienie z praw obowiązywało od 30 kwietnia. W tamtym czasie oprogramowanie było faktycznie sprzedawane za około 50 euro za stanowisko. Podpisując tę notatkę, CERN skutecznie usunęło tę cenę i zaprosiło świat, by wziął kod źródłowy, rozłożył go na części i zbudował coś lepszego.
Był to wyrachowany hazard. Podstawową misją CERN było — i pozostaje — odkrywanie tajemnic wszechświata poprzez fizykę. Wspieranie komercyjnego produktu informatycznego wykraczało poza ich mandat i budżet. Udostępniając sieć jako domenę publiczną, zapewnili jej przetrwanie, uniemożliwiając jakiejkolwiek pojedynczej jednostce przejęcie nad nią kontroli. Nie wydali po prostu produktu; wydali standard.
Ludzie, którzy za tym stali
Podczas gdy podpisy pod notatką należały do dyrektorów, dusza tego ruchu należała do dwóch mężczyzn, którzy spędzili lata, nawigując w labiryncie administracji CERN.
Tim Berners-Lee był wizjonerem. Zaproponował sieć w 1989 roku jako sposób na rozwiązanie problemu „gubienia się” informacji, gdy naukowcy przenosili się między projektami. Nie chciał tylko biblioteki; chciał „sieci” wiedzy. Berners-Lee od początku był nieugięty, że sieć odniesie sukces tylko wtedy, gdy będzie standardem nieobjętym licencją własnościową. Miesiącami lobbował u swoich przełożonych, argumentując, że jeśli CERN spróbuje zarabiać na sieci, internet pozostanie rozdrobniony, a sama sieć z czasem zamrze.
Robert Cailliau, belgijski inżynier systemowy, był pierwszym współpracownikiem Bernersa-Lee i najważniejszym dyplomatą projektu. Podczas gdy Berners-Lee skupiał się na kodzie — HTML, HTTP i koncepcji adresu URL — Cailliau skupiał się na ludziach. Zrozumiał, że największym zagrożeniem dla sieci nie jest błąd techniczny, lecz prawny. Nawigował po skomplikowanym krajobrazie administracyjnym CERN, przekonując sceptycznych fizyków i prawników, że zrzeczenie się własności intelektualnej nie jest aktem kapitulacji, lecz aktem przywództwa.
Byli też Walter Hoogland i Helmut Weber. Ci ludzie musieli podjąć ostateczną decyzję. W szczególności Hoogland próbował zainteresować siecią Komisję Europejską, mając nadzieję na skoordynowany europejski nacisk technologiczny. Kiedy okazało się, że UE działa zbyt wolno, Hoogland zrozumiał, że jedynym sposobem na uratowanie sieci jest uwolnienie jej. Podpisał dokument, wiedząc, że CERN oddaje potencjalną kopalnię złota w zamian za globalne dziedzictwo.
Dlaczego świat zareagował w ten sposób
Aby zrozumieć, dlaczego decyzja CERN wywołała tak wielkie poruszenie, trzeba spojrzeć na to, co działo się w innych częściach internetu na początku 1993 roku. W tamtym czasie sieć była słabszym graczem. Dominującym systemem wyszukiwania informacji był „Gopher”, protokół oparty na menu, opracowany na Uniwersytecie Minnesoty. Gopher był szybszy, bardziej intuicyjny i miał znacznie większą bazę użytkowników niż sieć Bernersa-Lee.
Jednak w lutym 1993 roku, zaledwie dwa miesiące przed ogłoszeniem CERN, Uniwersytet Minnesoty podjął brzemienną w skutkach decyzję: ogłosili, że zaczną pobierać opłaty licencyjne za niektóre komercyjne zastosowania Gophera. Ten ruch wywołał falę niepokoju w rodzącej się społeczności internetowej. Deweloperzy, którzy latami budowali oprogramowanie na bazie Gophera, nagle zrozumieli, że budują na wynajętej ziemi.
Kiedy 30 kwietnia dotarła notatka z CERN, odebrano ją jak misję ratunkową. Oto system — prawdopodobnie potężniejszy niż Gopher ze względu na możliwość „hipertekstu” łączącego dowolny dokument z innym — oferowany za darmo, bez żadnych warunków wstępnych. Reakcja w środowisku technicznym była natychmiastowa i gwałtowna.
„Wielka Migracja” rozpoczęła się niemal z dnia na dzień. Deweloperzy masowo porzucali Gophera i zwracali swoją uwagę ku sieci. W kwietniu 1993 roku istniało tylko około 50 znanych serwerów WWW. Do października liczba ta wzrosła do 500. Do końca kolejnego roku sieć praktycznie wchłonęła cały pozostały ruch internetowy, pozostawiając w tyle Gophera, FTP i Usenet.
Co ciekawe, media głównego nurtu całkowicie przegapiły tę historię. 1 maja 1993 roku w „The New York Times” czy „The Guardian” nie było żadnych nagłówków. Dla opinii publicznej „internet” wciąż był tajemniczą domeną dla naukowców. Znaczenie decyzji CERN stało się jasne dopiero po latach, gdy świat zaczął zdawać sobie sprawę, że podstawowy język ludzkiej interakcji został zdemokratyzowany, zanim większość ludzi w ogóle wiedziała o jego istnieniu.
Co wiemy dzisiaj
Trzy dekady później decyzja o udostępnieniu kodu źródłowego jest postrzegana jako jedna z najbardziej udanych decyzji politycznych w historii. Zapobiegła „balkanizacji” cyfrowego świata. Gdyby sieć była własnościowa, prawdopodobnie zobaczylibyśmy krajobraz zamkniętych „ogrodów” — być może sieć Microsoftu, sieć IBM i francuski Minitel — z których żaden nie mógłby komunikować się z pozostałymi.
Udostępnienie to zapewniło również fundament prawny dla wojen przeglądarek lat 90. Kiedy Marc Andreessen i jego zespół z NCSA w Illinois opracowali Mosaic — pierwszą przeglądarkę wyświetlającą obrazy obok tekstu — mogli to zrobić, ponieważ bazowy kod „libwww” z CERN był darmowy. Mosaic ostatecznie przekształcił się w Netscape, co z kolei zmusiło Microsoft do opracowania Internet Explorera. Ta konkurencja, która napędzała szybką ewolucję sieci, była możliwa tylko dlatego, że fundament był własnością publiczną.
Dziś uznajemy również uwolnienie sieci z 1993 roku za prekursor nowoczesnego ruchu Open Source. Choć termin „Open Source” powstał dopiero pięć lat później, ruch CERN ustanowił precedens, że najważniejsza infrastruktura epoki cyfrowej powinna być otwarta dla wszystkich. Udowodniło to, że „ekonomia darów” może przewyższyć tradycyjny model rynkowy w ustanawianiu globalnych standardów.
Dziedzictwo — jak ukształtowało dzisiejszą naukę
Dziedzictwo 30 kwietnia 1993 roku wykracza daleko poza możliwość strumieniowania wideo czy zamawiania zakupów. Fundamentalnie zmieniło kulturę samej nauki. Ten „efekt CERN” ugruntował ideę, że narzędzia stworzone dla badań wysokiego szczebla należą do społeczeństwa, które je finansuje.
Dziś ta filozofia napędza ruch Otwartej Nauki (Open Science). Kiedy Wielki Zderzacz Hadronów (LHC) generuje petabajty danych, znaczna ich część jest ostatecznie udostępniana za pośrednictwem portali otwartego dostępu. Czasopisma naukowe przeszły na modele otwartego dostępu, zapewniając, że przełomowe badania nie są ukryte za płatnymi zaporami (paywallami). Powstanie sieci w CERN sprawiło, że dziedzictwo organizacji nie polega tylko na znalezieniu bozonu Higgsa, ale na stworzeniu świata, w którym informacje przepływają bez granic.
Jednak rocznica ta służy również jako przypomnienie tego, co straciliśmy. Pierwotna wizja sieci Bernersa-Lee zakładała, że każda przeglądarka będzie również edytorem — przestrzenią, w której każdy użytkownik jest twórcą. W miarę jak sieć rosła, stała się coraz bardziej pasywna, stając się medium do konsumpcji, a nie współpracy. Dopiero wzrost znaczenia Wiki i mediów społecznościowych przyniósł powrót „edytowalnej” sieci, choć w bardziej scentralizowanej, kontrolowanej przez korporacje formie.
Trzydzieści trzy lata później notatka podpisana przez Hooglanda i Webera pozostaje świadectwem potęgi prostego, bezinteresownego aktu. Wybierając nieposiadanie sieci, CERN pozwoliło sieci posiąść przyszłość. Pozostaje to prawdopodobnie największym darem, jaki kiedykolwiek instytucja naukowa przekazała ludzkości — darmowa, otwarta mapa sumy całej ludzkiej wiedzy, dostępna dla każdego, kto ma połączenie i ciekawość, by ją odkrywać.
Szybkie fakty
- Data: 30 kwietnia 1993 r. (uwolnienie prawne); 3 maja 1993 r. (fizyczne podstemplowanie).
- Sprzęt: Sieć narodziła się na NeXTcube, wysokiej klasy stacji roboczej zaprojektowanej przez Steve'a Jobsa podczas jego przerwy w pracy w Apple.
- Pierwotna nazwa: Tim Berners-Lee rozważał nazwanie systemu „The Information Mesh”, „The Information Mine” lub „Mine of Information” (MOI), zanim zdecydował się na „World Wide Web”.
- Skala: W kwietniu 1993 roku istniało około 50 serwerów WWW. Dziś jest ich ponad 1,1 miliarda.
- Koszt: Przed udostępnieniem kod źródłowy sprzedawano za 50 euro za stanowisko. Po udostępnieniu koszt spadł na zawsze do zera.
- Pierwsza strona: Pierwsza w historii strona internetowa wciąż działa pod adresem info.cern.ch.
Comments
No comments yet. Be the first!