31-sekundowe bicie serca
Na 31 sekund przed startem najdroższy aparat fotograficzny w historii był o krok od stania się bardzo kosztownym przyciskiem do papieru. Rankiem 24 kwietnia 1990 roku pięcioro astronautów siedziało na szczycie promu kosmicznego Discovery, czekając, aż usterka komputera zdecyduje, czy 30 lat pracy faktycznie opuści powierzchnię Ziemi. Zawór paliwa nie zamknął się, co wstrzymało odliczanie i zmieniło wilgotność na Florydzie w szybkowar dla inżynierów na stanowiskach naziemnych.
Naprawili go ręcznie, ścigając się z zamykającym się oknem startowym. Kiedy Discovery w końcu wzbił się w powietrze, nie była to kolejna zwykła misja promu. Aby zapewnić Kosmicznemu Teleskopowi Hubble’a jak najczystszy obraz, załoga wzniosła się na wysokość 380 mil – najwyżej, jak kiedykolwiek leciał prom. Wyrzucali w otchłań dwunastotonowy instrument, mając nadzieję, że zobaczą wszechświat bez rozmytej zasłony ziemskiej atmosfery.
Gdy wrota luku bagażowego otworzyły się na tle czarnego aksamitu orbity, teleskop zalśnił w świetle słońca. Był to triumf, dopóki nie nadeszły pierwsze zdjęcia. "Idealny" instrument miał wadę tak małą, że niewidoczną gołym okiem, ale wystarczająco dużą, by niemal zniszczyć reputację najsłynniejszej agencji kosmicznej świata.
O włos od katastrofy
Kiedy dwa miesiące później pierwsze zdjęcia dotarły na Ziemię, okazały się fatalne. Zamiast ostrych jak brzytwa galaktyk naukowcy zobaczyli świecące zjawy. Gwiazdy miały upiorne poświaty. Winowajcą była "aberracja sferyczna" – fachowe określenie na to, że główne zwierciadło zostało zeszlifowane na brzegach o 2,2 mikrona zbyt płasko. Dla kontekstu, to około 1/50 grubości ludzkiego włosa.
Błąd przypisano pojedynczej podkładce o grubości 3 mm, która została źle umieszczona w urządzeniu testującym na Ziemi. Przez trzy lata Hubble był obiektem żartów w amerykańskich programach rozrywkowych. Politycy nazywali go "techno-niewypałem" i stał się symbolem rządowego marnotrawstwa. Dopiero w 1993 roku astronauci założyli teleskopowi "parę soczewek kontaktowych", zestaw zwierciadeł korekcyjnych o nazwie COSTAR, co było jedną z najtrudniejszych operacji naprawczych w historii.
W chwili, gdy pierwsze wyraźne zdjęcie galaktyki M100 trafiło na ekrany w centrum kontroli misji, w pomieszczeniu wybuchła radość. Teleskop nie był już porażką; stał się legendą. Narracja zmieniła się z miliardowej wpadki w historię odkupienia, która ostatecznie uczyniła Hubble'a "Teleskopem Ludzi".
Architekci otchłani
Hubble nie pojawił się znikąd; był obsesją ludzi, którzy widzieli przyszłość na dekady przed jej nadejściem. Lyman Spitzer Jr., fizyk teoretyczny, zaproponował obserwatorium kosmiczne w 1946 roku, kiedy rakiety były jeszcze prymitywnymi narzędziami wojny. Przez pięćdziesiąt lat przekonywał świat, że musimy wznieść się ponad "migotanie" atmosfery – które w rzeczywistości jest tylko powietrzem zakłócającym światło gwiazd – by ujrzeć rzeczywistość.
Była też Nancy Grace Roman, "Matka Hubble'a". Jako pierwsza główna astronom NASA, to ona przeprowadziła projekt przez polityczne pole minowe. Nie tylko rozumiała fizykę, ale także siłę perswazji, wciągając sceptyczny rząd w finansowanie projektu kosztującego miliardy. Bez niej marzenie Spitzera umarłoby na tablicy.
Załoga STS-31, w tym Kathy Sullivan – pierwsza Amerykanka, która odbyła spacer kosmiczny – reprezentowała nową generację naukowców-astronautów. Ich gotowość do wyjścia w przestrzeń i ręcznej naprawy w razie niepowodzenia misji stworzyła szablon dla pięciu misji serwisowych, które utrzymały Hubble'a przy życiu przez ponad trzy dekady.
Przepisując podręczniki z pokładu szkolnego autobusu
Trzydzieści sześć lat później Hubble w zasadzie podarł i napisał na nowo nasze rozumienie kosmosu. Zanim wystartował, nie wiedzieliśmy nawet, ile lat ma wszechświat. Szacunki były strzałem w ciemno między 10 a 20 miliardami lat. Śledząc "kosmiczne przymiary", czyli cefeidy, Hubble ustalił tę liczbę na około 13,8 miliarda lat.
Jednak największy szok przyszedł pod koniec lat 90. Wszyscy zakładali, że ekspansja wszechświata zwalnia z powodu grawitacji. Hubble przyjrzał się odległym supernowym i udowodnił coś dokładnie przeciwnego: ekspansja przyspiesza. Doprowadziło to do odkrycia ciemnej energii, tajemniczej siły, która stanowi 68% wszystkiego. To odkrycie tak wielkie, że przyniosło Nagrodę Nobla.
Dziś Hubble nie jest reliktem; jest członkiem zespołu. Podczas gdy nowy Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba (JWST) obserwuje promieniowanie podczerwone, Hubble pozostaje naszym głównym okiem w paśmie światła widzialnego i ultrafioletowego. Współpracują ze sobą – JWST patrzy w stronę prastarych, zapylonych początków, podczas gdy Hubble rejestruje gorące, młode gwiazdy. To panoramiczny widok rzeczywistości, z którym żaden z nich nie poradziłby sobie sam.
Ostatnia kosmiczna zagadka
Dziedzictwo Hubble'a to nie tylko piękne zdjęcia, takie jak Filary Stworzenia. Obecnie znajduje się on w centrum największego problemu współczesnej fizyki, znanego jako "napięcie Hubble'a". Pomiary teleskopu dotyczące tempa wzrostu wszechświata nie zgadzają się z danymi pochodzącymi z poświaty Wielkiego Wybuchu. Ta rozbieżność sugeruje, że nasz "Model Standardowy" fizyki pomija coś istotnego – być może nową cząstkę lub błąd w naszym rozumieniu grawitacji.
Comments
No comments yet. Be the first!