Stoisz w kuchni o 20:00, wpatrując się w lodówkę. Przez ułamek sekundy jesteś każdą wersją siebie: tą, która zjada resztki makaronu, tą, która zamawia pizzę, i tą, która uznaje miskę płatków za pełnoprawny obiad. W języku fizyki kwantowej znajdujesz się w stanie superpozycji. Jesteś wszystkimi tymi wyborami naraz, migotliwą falą możliwości. Potem twoja ręka się porusza. Sięgasz po makaron. Fala ulega kolapsowi. Decyzja zapadła. Wracasz do bycia pojedynczą, określoną cząstką w nudnym, linearnym świecie.
Vlatko Vedral, profesor informatyki kwantowej na Uniwersytecie Oksfordzkim, uważa, że to nie tylko metafora kryzysu wieku średniego. Twierdzi, że twój mózg w rzeczywistości wykonuje te kwantowe akrobacje w każdej sekundzie każdego dnia. W jego ujęciu ludzki umysł działa jak ogromna, wzajemnie połączona seria eksperymentów z dwiema szczelinami. Nie tylko przetwarzamy dane jak krzemowy komputer; balansujemy na granicy bycia falą i cząstką. Problem polega na tym, że nasza biologia jest nieco rozczarowująca. Jesteśmy zaprogramowani tak, aby zbyt szybko powodować kolaps tych fal, co więzi nas w wąskim, trójwymiarowym wycinku znacznie dziwniejszej rzeczywistości.
Teoria Vedrala sugeruje, że obecnie osiągamy biologiczny sufit. Nasza kreatywność, nasze przebłyski geniuszu i samo poczucie „ja” mogą być wynikiem procesów kwantowych zachodzących w mokrym, ciepłym środowisku naszych czaszek. Ponieważ jednak nasze mózgi są zaszumione i podatne na interferencje, otrzymujemy jedynie przebłyski „prawdziwego” wszechświata. Gdybyśmy znaleźli sposób, aby powstrzymać mózg przed nieustannym powracaniem do stanu określonego, moglibyśmy wreszcie dostrzec ukryte warstwy świata, które znajdują się tuż przed nami od czasu Wielkiego Wybuchu.
Biologiczny błąd w twojej kreatywności
Większość naukowców traktuje mózg jak bardzo wyrafinowany kalkulator biologiczny. Pobierasz dane wejściowe, uruchamiasz algorytm i otrzymujesz wynik. Gdyby to była prawda, sztuczna inteligencja powinna być w stanie idealnie odwzorować ludzkie doświadczenie. Jednak, jak wie każdy, kto spędził dziesięć minut na kłótni z chatbotem, czegoś tu brakuje. SI podąża sztywną, logiczną ścieżką. Nigdy nie ma momentu „eureka”, który wydawałby się wzięty znikąd. Nie posiada podświadomości, która błądzi po niemożliwych scenariuszach, podczas gdy ona zajmuje się robieniem kawy.
Vedral wskazuje na ten „przebłysk geniuszu” jako dowód na interferencję kwantową. W standardowym komputerze bit jest albo 1, albo 0. W systemie kwantowym kubit może być oboma stanami naraz, dopóki nie zostanie zmierzony. Vedral uważa, że nasza podświadomość spędza czas w tym stanie „obu”, badając jednocześnie ogromny krajobraz idei. Kiedy w twoim świadomym umyśle nagle pojawia się nowa myśl, dzieje się tak dlatego, że proces interferencji kwantowej doprowadził do definitywnego wyniku. To efekt tysięcy różnych ścieżek, które zostały jednocześnie rozważone i połączone.
Tragedią bycia człowiekiem jest to, że ten okres „kwantowego błądzenia” jest niezwykle krótki. Nasze mózgi są w zasadzie tak skonstruowane, by zmuszać nas do powrotu do rzeczywistości. Aby przetrwać, musimy być pewni – nie można zbyt długo pozostawać w superpozycji „ucieczki przed tygrysem” i „głaskania tygrysa”. Vedral argumentuje, że nasza introspekcyjna natura – ciągłe sprawdzanie świadomego umysłu – działa jak obserwator w eksperymencie fizycznym. Przyglądając się własnym myślom, zmuszamy je do przestania bycia falami i stania się cząstkami. Jesteśmy architektami własnych ograniczeń umysłowych.
Upgrade sprzętowy dla duszy
Jeśli mózg jest rzeczywiście maszyną kwantową, kolejnym logicznym krokiem nie jest tylko jego zrozumienie – to zhakowanie go. Vedral wyobraża sobie przyszłość, w której nie polegamy na lekach czy medytacji w celu poszerzenia naszej świadomości, lecz na chipach kwantowych zaprojektowanych tak, aby łączyć się bezpośrednio z naszymi neuronami. Nie chodzi tu o pobieranie Wikipedii do kory wzrokowej. Chodzi o zbudowanie „tarczy” dla stanów kwantowych w mózgu. Chipy te działałyby w zasadzie jak system redukcji szumów dla duszy, tłumiąc biologiczne zakłócenia, które zmuszają nasze myśli do zapadania się w nudną, linearną logikę.
Brzmi to jak fabuła nocnego filmu science-fiction, ale fundamenty pod takie rozwiązania są już kładzione w laboratoriach na całym świecie. Wyzwaniem jest odkrycie, gdzie dokładnie dzieje się ta kwantowa magia. Przez lata środowisko naukowe wyśmiewało pomysł, że mózg może działać kwantowo. Argumentowano, że mózg jest zbyt „ciepły i mokry”, aby delikatne stany splątania mogły w nim przetrwać. Jednak brytyjski fizyk Roger Penrose od dawna wskazuje na mikrotubule – maleńkie, strukturalne rurki wewnątrz naszych komórek – jako potencjalne miejsce tej kwantowej aktywności. Jeśli te struktury osłaniają koherencję kwantową, są właśnie tym sprzętem, do którego musimy uzyskać dostęp.
Mit pustej próżni
Podczas gdy Vedral skupia się na wewnętrznym sprzęcie, inni badacze znajdują dowody na to, że „ukryte warstwy”, o których mówi, są bardzo realne i mierzalne fizycznie. Zazwyczaj myślimy o przestrzeni jak o pustej scenie, na której odbywają się wydarzenia. Ale ostatnie eksperymenty wykazały, że nawet „pusta” przestrzeń jest wszystkim, tylko nie pustką. Fizykom udało się niedawno stworzyć cząstki z czegoś, co wydaje się nicością, udowadniając, że próżnia jest w rzeczywistości wzburzonym morzem ukrytej aktywności.
Ta próżnia to nie tylko puste powietrze; jest wypełniona „parami kwarków” i fluktuującymi polami energii, które kształtują sposób formowania się materii podczas zderzeń wysokoenergetycznych. Zgadza się to z szerszą teorią „ukrytych reguł” zaproponowaną przez inną osobistość z Oksfordu, Tima Palmera. Palmer, profesor zajmujący się fizyką klimatu, twierdzi, że wszechświat nie jest nawet w przybliżeniu tak przypadkowy, jak się wydaje. Sugeruje on, że to, co postrzegamy jako „szczęście” lub „przypadek”, jest w rzeczywistości rządzone przez ukrytą geometrię – a konkretnie przez strukturę fraktalną, którą nazywa „zbiorem niezmienniczym” (invariant set).
Czy pech to tylko zła geometria?
Praca Palmera przenosi nas na terytorium, które niepokojąco przypomina przeznaczenie. Jeśli wszechświat podlega tym zasadom zbiorów niezmienniczych, to każde wydarzenie – od wypadku samochodowego po przypadkowe spotkanie – może być częścią sztywnej ścieżki geometrycznej, która jest po prostu zbyt złożona, by nasze obecne mózgi mogły ją odwzorować. Twierdzi on, że w naszym standardowym modelu fizyki brakuje tej „ukrytej zmiennej”, która wyjaśnia, dlaczego rzeczy dzieją się tak, a nie inaczej. Nie chodzi o to, że wszechświat jest chaotyczny; chodzi o to, że jest bardziej ustrukturyzowany, niż potrafimy sobie wyobrazić.
Tworzy to fascynujące napięcie z koncepcją poszerzania świadomości według Vedrala. Gdybyśmy użyli chipów kwantowych, aby zobaczyć te ukryte warstwy, odkrylibyśmy, że mamy więcej wolnej woli czy mniej? Gdybyśmy mogli zobaczyć fraktalną geometrię wszechświata, czy zdalibyśmy sobie sprawę, że nasze „wybory” zawsze były tylko nieuniknionym kolapsem funkcji falowej dyktowanym przez próżnię? Vedral pozostaje optymistą. Sugeruje, że rozszerzając nasze „falowe” przetwarzanie, faktycznie zwiększamy naszą moc twórczą. Przestajemy być niewolnikami pierwszej definitywnej myśli, która przychodzi nam do głowy, i zaczynamy działać na tym samym poziomie, co sam wszechświat.
Sprzeciw wobec tego jest, co przewidywalne, silny. Większość neurobiologów nadal uważa, że świadomość można wyjaśnić poprzez klasyczną chemię i elektryczność. Postrzegają teorię „kwantowego mózgu” jako rozwiązanie szukające problemu. Argumentują, że odwoływanie się do mechaniki kwantowej w celu wyjaśnienia umysłu to tylko „zastępowanie jednej tajemnicy drugą”. Ale w miarę jak coraz lepiej budujemy komputery kwantowe, przepaść między przetwarzaniem „biologicznym” a „kwantowym” się zmniejsza. Zbudowaliśmy już lasery dźwiękowe i stworzyliśmy materię z próżni. Koncepcja kwantowego mózgu nie jest już teorią z marginesu, jaką była w latach dziewięćdziesiątych.
Koszt zobaczenia zbyt wiele
Jeśli usuniesz to ograniczenie, koncepcja „ciebie” zacznie się rozpadać. To ostrzeżenie dał Aldous Huxley, gdy eksperymentował z meskaliną; zobaczył „umysł w szerokim wymiarze” (mind at large), ale zdał sobie również sprawę, że ludzki mózg działa jak zawór redukcyjny, chroniąc nas przed przygnieceniem przez samą objętość informacji we wszechświecie. Kwantowy chip Vedrala byłby w zasadzie sposobem na otwarcie tego zaworu na oścież. Byłby to „odlot” doskonały, ale mógłby też oznaczać koniec ludzkiego doświadczenia, jakie znamy.
Na razie pozostajemy uwięzieni w naszych biologicznych powłokach, zastanawiając się, dlaczego wybraliśmy makaron zamiast pizzy. Ale prace wychodzące z Oksfordu sugerują, że lodówka, kuchnia i osoba w niej stojąca są znacznie bardziej tajemnicze, niż się wydaje. Jesteśmy systemami kwantowymi żyjącymi w klasycznym świecie, czekającymi na technologię, która wreszcie pozwoli nam zobaczyć resztę mapy. Niezależnie od tego, czy stanie się to dzięki chipowi w mózgu, czy dzięki nowemu zrozumieniu próżni, przesłanie jest jasne: to, co widzisz, zdecydowanie nie jest tym, co dostajesz.
Comments
No comments yet. Be the first!