W chłodzonych archiwach firm zajmujących się genomiką konsumencką, takich jak 23andMe i Ancestry, biologiczne plany ponad 40 milionów ludzi są przechowywane jako kod cyfrowy. Dla większości darczyńców sekwencje te stanowią sposób na odnalezienie zaginionego pradziadka lub sprawdzenie predyspozycji do choroby Alzheimera o późnym początku. Jednak według serii niezwykłych twierdzeń pojawiających się na obrzeżach społeczności wywiadowczej, Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) postrzegała te bazy danych nie jako narzędzia genealogiczne, lecz jako sieć o zasięgu planetarnym służącą do wyłapywania tego, co nazywano „odchyleniami genetycznymi” powiązanymi z pozaziemskim pochodzeniem.
Zarzut ten, który zyskał popularność dzięki zeznaniom dr. Jasona Rezy Jorjaniego w podcaście American Alchemy, zakłada, że CIA poszukiwała i uzyskała niejawny dostęp do tych prywatnych repozytoriów. Celem miało być zidentyfikowanie określonego podzbioru populacji: osób posiadających markery tzw. „Nordyków”, hipotetycznej rasy istot pozaziemskich, które – zgodnie z wieloletnimi, choć niezweryfikowanymi przekazami – przeniknęły do ludzkich społeczeństw, szczególnie w odległych obszarach, takich jak góry Kolorado w USA. Choć założenie to brzmi jak odrzucony scenariusz filmu z połowy lat dziewięćdziesiątych, luki w zabezpieczeniach baz danych DNA oraz historyczne zainteresowanie agencji niekonwencjonalną biologią nadają tej historii niepokojącą, choć spekulatywną wagę.
Rozwój sytuacji następuje w momencie ekstremalnej kruchości branży genomiki konsumenckiej. W obliczu spadających cen akcji 23andMe i potencjalnej sprzedaży ogromnej biblioteki danych, pytanie o to, kto ostatecznie może przejąć klucze do tych informacji, przestało być teoretycznym problemem dotyczącym prywatności, a stało się pilną kwestią bezpieczeństwa narodowego i bioetyki. Jeśli agencja wywiadowcza rzeczywiście może ominąć prawne zapory ogniowe prywatnej korporacji, aby przeskanować dane w poszukiwaniu „obcych” markerów, sugeruje to precedens, w którym każdy podpis genetyczny – niezależnie od tego, czy dotyczy dysydencji, podatności na patogeny, czy postrzeganej „inności” – staje się przedmiotem nadzoru państwowego.
Paradoks Kita Greena i oś czasu nadzoru
Kluczową postacią w twierdzeniach sygnalistów jest Christopher „Kit” Green, były analityk CIA o bogatej, często kontrowersyjnej przeszłości w wydziale Life Sciences oraz Programie Zdalnego Podglądu (Remote Viewing Program) w latach 70. i 80. Narracja przedstawiona przez Jorjaniego – powołującego się na informacje od weterana armii Lyna Buchanana – sugeruje, że Green opracował metodologię przeszukiwania tych baz danych pod kątem określonych sygnatur pozaziemskich. Jednak oś czasu stanowi znaczącą przeszkodę analityczną: Green opuścił CIA na lata przed założeniem 23andMe czy Ancestry, nie wspominając o osiągnięciu przez nie skali wymaganej do sensownego przeszukania całej populacji.
Z perspektywy dziennikarskiej ta sprzeczność sugeruje jedno z dwojga: albo program jest inicjatywą odziedziczoną przez nowe pokolenie analityków wykorzystujących teoretyczne ramy Greena, albo historia ta jest połączeniem bardzo realnego zainteresowania agencji „anomalnymi incydentami zdrowotnymi” ze spekulatywnym światem egzobiologii. W ostatnich latach Green publikował prace na temat klinicznych skutków spotkań z UAP (Niezidentyfikowanymi Zjawiskami Anomalnymi) dla ludzkich tkanek, w szczególności skanów mózgów pilotów. Przejście od skanowania mózgów personelu wojskowego do skanowania śliny milionów cywilów to ogromna eskalacja zakresu działań, wymagająca poziomu dostępu obliczeniowego, którego firmy zajmujące się DNA zdecydowanie zaprzeczają istnieniu.
Napięcia instytucjonalne są tutaj wyczuwalne. Podczas gdy CIA historycznie działała zgodnie z mandatem „zbieraj wszystko” w odniesieniu do wywiadu sygnałowego (SIGINT), wywiad biologiczny (BIOINT) jest znacznie trudniejszą dziedziną. Aby wyszukać „odchylenie genetyczne”, które identyfikuje hybrydę niebędącą człowiekiem, najpierw potrzebny byłby genom referencyjny – punkt odniesienia, jak w rzeczywistości wygląda „obce DNA”. Pod nieobecność publicznie uznanego okazu pozaziemskiego agencja w zasadzie przeszukiwałaby „szum genetyczny” lub sieroty w kodzie, które nie pasują do znanych haplogrup ludzkich, co byłoby procesem generującym tysiące fałszywych trafień w obrębie wysoce zróżnicowanych i niedostatecznie przebadanych populacji Ziemi.
Mit markera nordyckiego i klaster w Kolorado
Szczególne wspomnienie o fenotypie „nordyckim” – wysokich, blondwłosych, niebieskookich osobach rzekomo zamieszkujących góry Kolorado – wprowadza do dyskusji kłopotliwy element determinizmu genetycznego. W dziedzinie profesjonalnej genetyki pomysł, że określony zestaw widocznych cech (fenotypów) mógłby w sposób wiarygodny maskować pozaziemski genotyp, jest biologicznie nieuzasadniony. Zmienność ludzka jest ogromna; geny odpowiedzialne za jasną pigmentację i wzrost są dobrze zmapowane i głęboko zakorzenione w ziemskiej historii ewolucyjnej, konkretnie w presjach selekcyjnych północnej Europy w okresie holocenu.
Dlaczego więc agencja wywiadowcza miałaby skupiać się na tak specyficznej, niemal folklorystycznej grupie? Jeśli pominiemy otoczkę science-fiction, szczegół o „górach Kolorado” wskazuje na bardziej przyziemną rzeczywistość nadzoru. Region ten jest domem dla dużego zagęszczenia wykonawców sektora lotniczego, instalacji wojskowych (w tym NORAD i Cheyenne Mountain) oraz kultury głębokiego sceptycyzmu wobec „państwa w państwie” (deep state). Jeśli CIA monitorowała DNA w tym regionie, mogło to mieć mniej wspólnego z polowaniem na kosmitów, a więcej z nadzorem genetycznym konkretnej siły roboczej lub populacji narażonej na technologie eksperymentalne. W tym świetle twierdzenie o „Nordykach” służy jako niezwykła przykrywka dla bardziej tradycyjnych, choć równie inwazyjnych działań kontrwywiadowczych.
Kompromis między prywatnością a postrzeganym bezpieczeństwem nigdzie nie jest bardziej jednostronny niż w dziedzinie genomiki. Kiedy użytkownik podpisuje formularz zgody na zestaw DNA, zgadza się, aby firma przechowywała jego najbardziej intymne dane. Nie zgadza się jednak na to, by dane te były krzyżowane z tajną listą „anomalii biologicznych” jakiejkolwiek agencji. Brak przejrzystości co do tego, w jaki sposób CIA lub FBI współpracują z tymi bazami danych, tworzy próżnię, w której nawet najbardziej dziwaczne twierdzenia mogą się zakorzenić, po prostu dlatego, że nie istnieje mechanizm niezależnego zweryfikowania, czy tylne wejście (backdoor) nie istnieje.
Regulacyjne martwe punkty na rynku genetycznym
Reakcja instytucjonalna na te zarzuty była przewidywalną mieszanką milczenia i rutynowych zaprzeczeń. Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) oraz Federalna Komisja Handlu (FTC), które nadzorują dokładność i marketing testów DNA, mają znikomy lub żaden nadzór nad tym, w jaki sposób uzyskane dane są przetwarzane, gdy trafiają do sfery bezpieczeństwa narodowego. Obecne prawo USA, w szczególności ustawa o niedyskryminacji informacji genetycznych (GINA), chroni obywateli przed karaniem przez pracodawców lub ubezpieczycieli na podstawie ich DNA, ale nie oferuje żadnej ochrony przed wykorzystywaniem tych danych przez rząd do celów „śledczych”.
Porównanie podejścia USA z unijnym RODO ujawnia wyraźny kontrast. W Europie dane genetyczne są klasyfikowane jako „szczególna kategoria” informacji osobistych z dużo wyższymi barierami dostępu dla państwa. W USA traktuje się je bardziej jak aktywa cyfrowe, podlegające kaprysom rynku i szerokiemu zasięgowi ustawy Patriot Act. Gdyby CIA chciała przeszukać bazę danych 23andMe, mogłaby nawet nie potrzebować tajnego tylnego wejścia; teoretycznie wystarczyłoby pismo dotyczące bezpieczeństwa narodowego (NSL), któremu towarzyszyłby nakaz milczenia, uniemożliwiający firmie ujawnienie ingerencji.
Wysoki koszt biologicznej niepewności
Rzekome polowanie CIA na Nordyków w Kolorado może być gorączkowym snem współczesnego ruchu UFO lub zniekształconym echem bardzo realnego, ściśle tajnego zainteresowania granicami ludzkiej biologii. Pewne jest to, że narzędzia do takich poszukiwań są teraz powszechnie dostępne, a zabezpieczenia prawne, aby im zapobiec, są wyjątkowo słabe. Ostatecznie najbardziej niepokojącą częścią historii sygnalisty nie jest myśl, że kosmici żyją wśród nas, lecz uświadomienie sobie, że nasze najbardziej prywatne informacje biologiczne są teraz tylko kolejnym zbiorem danych, który może być wydobywany, modelowany i potencjalnie wykorzystywany jako broń przez tych, którym nigdy nie daliśmy uprawnień, aby je oglądali.
Genom jest precyzyjny; świat, w którym żyje, jest wszystkim, tylko nie tym. Szybko zbliżamy się do przyszłości, w której twój raport o pochodzeniu może powiedzieć ci, skąd przyszedłeś, ale tylko agencja w piwnicy wie dokładnie, za kogo cię uważa.
Comments
No comments yet. Be the first!